Filmy, seriale, sport – czegoś tu brakowało, prawda? No to teraz uzupełniliśmy tą listę o topik dotyczący książek. Czyli standardowo: co czytacie, ile czytacie, jak czytacie (w sumie to też ciekawe, heh), co ostatnio czytaliście i czy to coś wam się podobało, jakie są wasze ulubione pozycje, czego nie cierpicie, et cetera, et cetera, et cetera.
Staram się regularnie czytać książki, na tyle, na ile mi to pozwala czas. Myślę, że rocznie wyciągam w przedziale 50 średniej długości tytułów, przy czym wiadomo – nie o ilość tu chodzi, a jakość. W tej liczbie zawiera się na pewno kilka pozycji starwarsowych (w tym roku już sześć angielskich – a to na pewno nie koniec), ale też fantasy, SF (zabawne, bo ich nie kupuję; wszystko albo wygrywam w konkursach albo dostaję za free), książki historyczne (głównie o II wś; mam tego sporo) tudzież powieści historyczne i historyczno-przygodowe (ot, niedawno zaliczyłem całą Trylogię Sienkiewicza). Do tego dochodzą książki Johna Grishama i świętej pamięci Michaela Crichtona. Reszta to jakieś pojedyncze pozycje z różnych kategorii.
Ostatnią mą przeczytaną knigą jest Prawnik wspomnianego wyżej Grishama, klasyczny thriller prawniczy tego autora. Czytało się dobrze, jako że główny bohater jest do polubienia i ma poczucie humoru, a styl pisarza jest niezmiennie dobry i mimo braku akcji nie powoduje nudy... no ale jest jeden problem. To znaczy są dwa, ale ten drugi – zakończenia, w których tekst wygląda dosłownie jak urwany w połowie i nie zawiera rozwiązania wątków pobocznych – to znak firmowy Grishama. Głównym problemem jest taka sobie intryga. Zero oryginalności, brak zaskoczeń... Nie tego się spodziewałem po jednym z moich ulubionych autorów. Naturalnie książkę polecam, niemniej jeśli ktoś ma ochotę na Grishama, a jeszcze go nie „ugryzł”, lepiej zacząć od czegoś, co pisał wcześniej. A najlepiej od Czasu zabijania lub Firmy, jego pierwszych dwóch powieści.
Obecnie zaś zagłębiam się w fascynującą historię III wojny światowej w wydaniu Toma Clancy’ego, mianowicie Czerwony sztorm. Książka napisana w latach 1984-86 może być w tej chwili jedynie alternatywną przeszłością naszego świata, ale mimo to czyta się ją z zapartym tchem. Zawsze lubiłem alternatywne rzeczywistości, heh.
PS. Aha, przypomniało mi się. Wypożyczacie książki czy tylko je kupujecie/dostajecie? Ja nie wypożyczałem niczego od lat; wszystko, co czytam, należy albo do mnie albo najbliższej rodziny.

