Lubię seriale. Problemem jest to, że wraz ze spadkiem formy Hollywood powstaje coraz więcej fajnych i wartych uwagi seriali... które zajmują dziesięciokrotnie więcej czasu niż film. I to te krótsze seriale.
Dlatego staram się ograniczać ilość tego, co oglądam. Na bieżąco śledzę
House'a z uwagi na pierwszorzędne dialogi,
How I Met Your Mother bo jest po prostu urocze (choć sugerowanie, że za moment dojdziemy do ważnych wydarzeń z życia bohaterów a następnie odkładanie tego w nieskończoność zaczyna mnie irytować, vide: zmyłka z ostatniego odcinka) i gra tam Neil Patrick Harris oraz
Dollhouse'a, nowy serial Jossa Whedona którym miał takie sobie pierwsze pięć odcinków a od szóstego zrobił się prawie rewelacyjny.
Poza tym nadrabiam
The West Wing o fikcyjnym prezydencie USA i pracownikach Białego Domu. Świetne political fiction, błyskotliwe dialogi i postaci których nie można nie lubić - polecam.
Nie mógłbym nie wspomnieć jeszcze o
Firefly wspomnianego już Jossa Whedona - autentycznie rewelacyjny serial o grupce kosmicznych awanturników z różnych ścieżek życia, podróżujących frachtowcem Serenity, który urasta do rangi równorzędnego bohatera serialu. Rewelacyjna rzecz, choć nie wszystkim pasuje mieszanie klimatów sci-fi z westernem. Mimo to warto się przemóc i obejrzeć całość - tylko (niestety) 14 odcinków (i do tego film kinowy "Serenity" kończący niektóre wątki) a naprawdę warto. Dla mnie to absolutnie najlepsza produkcja telewizyjna.
Z kosmosu wracamy na ziemię i jeszcze trochę niżej -
Six Feet Under. Saga prowadzącej dom pogrzebowy rodziny Fischerów. Wyjdzie, że nadużywam tego stwierdzenia, ale to kolejny absolutnie rewelacyjny serial. Do tego nowatorski i oswajający widzów z tematyką śmierci. Mówi również o żałobie, przebaczaniu, poszukiwaniu szczęścia i miłości we wszystkich konfiguracjach (kolejność przypadkowa). Poszerza horyzonty i edukuje - aż dziw, że w naszym kraju nie był atakowany za homoseksualną propagandę, może to kwestia tego, że leciał na HBO a nie którymś z bezpłatnych kanałów (bezpłatnych... to pewnie zależy od waszego stosunku do abonamentu).
Anyway, jeśli ktoś lubi groteskę (której tu nie brak), nie przeszkadza mu to, że bohaterowie na co dzień rozmawiają ze zmarłymi i nie rzuca kapciem w telewizor/monitor na sam widok całujących się facetów (których, nie ukrywam, tu nie brak) to polecam z całego serca bo to jeden z najmądrzejszych i najśmieszniejszych seriali, jakie kiedykolwiek powstały.
Z zupełnie innych klimatów polecam serial
Veronica Mars. Ze streszczenia można by wnioskować, że to bzdura dla dzieci (licealistka pomaga w pracy swojemu tacie - prywatnemu detektywowi, do tego rozwiązuje różne zagadki w szkole) ale serial broni się dobrą obsadą, poczuciem humoru i tym, że szkolne klimaty i problemy bohaterów są potraktowane serio i wypadają realistycznie na ekranie, a nie tak, jak to zwykle bywa gdy czterdziestolatkowie robią serial o liceum i zatrudniają trzydziestolatków do grania nastolatków (nie wskazuję palcami ale myślę o filmowym Spider-Manie

)
Poza tym na przysłowiowej półce czeka True Blood (głównie dlatego, że stworzył go Alan Ball odpowiadający za 6 Feet Under) i może Supernatural o którym słyszałem wiele dobrego. I jeszcze trzecia seria Dextera. W odległej perspektywie - Battlestar Galactica.