przez Keran w 24 Sty 2010 21:17
Kolejny odcinek Mrocznych Czasów za nami. W jakim cyklu ten tytuł się ukazuje? Bo mam wrażenie, że rzadziej, niż co miesiąc.
W każdym razie - dobrze jest. Rysunki są bardzo przyjemne, wątpliwości Vadera dają radę, załoga Ukelele (nie pamiętam, jak nazywa się ich statek) jest na samym dnie, więc tylko czekać, aż się od niego odbiją (a odbić się muszą, bo to amerykański komiks - space opera a nie neorealizm włoski*).
I tylko z głównym wątkiem mam problem, bo w tym numerze widać już czarno na białym i bez ogródek że to "Yojimbo/Straż przyboczna" Kurosawy w gwiezdnowojennych dekoracjach. Nawet imię jednego z hersztów bandy brzmi cokolwiek z japońska. Formuła "man who killed my master" którą posługuje się H2 też jakoś pobrzmiewa mi tymi klimatami...
To samo w sobie nie jest jeszcze problemem - problemem jest to, że w formie komiksowej też to już było, np w genialnej serii "Usagi yojimbo" Stana Sakai (tam nawet bez zmieniania dekoracji, za to z antropomorficznymi zwierzętami z katanami w łapkach. Warto przeczytać, bo wbrew temu, co można pomyśleć czytając taki opis jest to wyborna rzecz).
Mimo wszystko są tu pewne elementy, których w oryginale nie było, a co za tym idzie - wszystko się jeszcze może zdarzyć. Zresztą, końcówka "The Path to Nowhere" i bezceremonialne pozbycie się Crys udowadniają, że w tej serii wszystko może się zdarzyć.
Także dobrze jest - wypada czytać i nie narzekać.
Co mi przypomina, że jeszcze nie kupiłem egmontowego wydania...
*- Akademia Filmowa w warszawskim kinie Iluzjon - polecam! Tylko w ramach sesji trzeba to zaliczyć egzaminem, i stąd teraz mam w głowie tych biednych Włochów...